niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 1

 Kiedyś, jeśli dwóch bogatych mężczyzn w Nowym Jorku kiedykolwiek powiedziałoby, że czegoś im brakuje, wyśmiałbym ich, zanim dokończyliby zdanie. Bo czego można chcieć więcej od pieniędzy, samochodów, wielkiej, rozwijającej się firmy, kobiet oraz mężczyzn, którzy ciebie pragną? Otóż to, że jest wiele rzeczy, których potrzebujemy o wiele bardziej. Jeśli zachorujemy, to kto będzie zarabiał te pieniądze? Co jak ktoś ukradnie te samochody, a firma upadnie? Kiedyś przestaniesz być młody oraz piękny, więc osoby, które cię tylko pożądały przestaną zwracać na ciebie uwagę, a zostanie tylko ta osoba, która cię szczerze kocha. I kiedyś naprawdę bym się z tego szczerze śmiał
 Ale tak było kiedyś, a dziś mam Harry'ego, wtulającego się w mój bok i pochrapującego cicho niczym mały kotek.
 Był środek nocy, a ja myślałem o tym, jak bardzo mi czegoś brakowało. Mnie i Harry'emu czegoś brakowało, tak na marginesie. Odkąd wzięliśmy ślub, traktowaliśmy siebie jako jedność, całość, jedna osoba w dwóch ciałach. Poszukiwaliśmy sensu tego, co dopełniłoby nasze małżeństwo.
 Szukaliśmy bliźniąt urodzonych przez Eleanor, które były moimi dziećmi, co nie było takie łatwe. Jednak mieliśmy dość tej samotności w tym ogromnym domu. Nasze rodziny za oceanem, szczęśliwie przekonują się o miłości, radości, czasem za nami tęskniąc. Vivienne z Zaynem mieszkali w Brazylii, byli dwa lata po ślubie, ciesząc się sobą nawzajem. Liam z Sophią nadal mieszkali w LA, Lily, która była moją chrześnicą, niedługo kończyła trzy lata, a małżeństwo spodziewało się drugiego brzdąca - na razie nie znali płci. Rosie z Niallem się zaręczyli, Teddy pokochała go jak swojego ojca, oboje wyjechali do Waszyngtonu po śmierci dziadka Rosemary, bo dziewczyna tam studiowała, a chłopak dostał pracę dla prestiżowej gazety jako fotograf. Każdy z nich wyjechał tak daleko od nas, rzadko się z nami widując. Mają swoje życie, są szczęśliwi.
 Spojrzałem na mojego męża, gładząc go po nagim ramieniu. Niedawno mieliśmy trzecią rocznicę ślubu, ja skończyłem dwadzieścia sześć lat, miałem najbardziej obrotny rok od kiedy istnieje T.T.I.C, ale nadal czułem się pusty, jak ten niewypełniony jedyny tatuaż na moim ramieniu - kompas, który czekał, aż na miejsce czterech stron świata pojawi się to, co było dla mnie najważniejsze. Wyjrzałem przez okno naszej sypialni, widząc pojawiające się fajerwerki - no tak, dzisiaj Sylwester. Harry źle się poczuł, więc nigdzie nie poszliśmy. Wyobraziłem sobie, jak kiedyś będziemy naszym dzieciom pokazywać petardy, bawić się sztucznymi ogniami, jak stworzymy prawdziwą rodzinę. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, a ja przekręciłem się na bok, pozwalając Harry'emu odsunąć się trochę ode mnie.
 Zdecydowanie nam brakuje tupotu małych stópek, dziecięcego śmiechu, obrazków porozwieszanych po całym domu, spotkań z naszymi przyjaciółmi. I teraz jeśli ktoś chciałby mnie wyśmiać, nie przeszkadzałoby mi to. Niech robi to śmiało. Bo jego też spotka coś - bądź ktoś - kto zmieni jego tok myślenia i w pewnym momencie zamiast milionów na koncie będzie mu brakować uczucia.

~*~

 - Harry?- zawołałem, wchodząc do mieszkania. Zdjąłem buty oraz kurtkę, rzuciłem czapkę gdzieś na półkę i poszedłem szukać mojego męża w domu. Dzisiaj były jego dwudzieste czwarte urodziny, a ja musiałem przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Specjalnie nie brał żadnych sesji, a ja wyszedłem wcześniej z biura, aby spędzić ten dzień we dwóch.
 - Jestem w salonie, kochanie!- odpowiedział, a ja minąłem motywujące obrazki, które wykonał Harry. Wziąłem głęboki oddech, ściskając teczkę w dłoni. Stresowałem się, jednak nie mogłem ominąć tej rozmowy. Loczek naszykował butelkę różowego wina oraz dwa kieliszki, jak tylko mnie zobaczył, podszedł do mnie, wpijając się w moje usta. Położyłem dłoń na jego karku, kiedy on powoli rozwiązywał mój krawat. Odsunąłem się od niego, gładząc jego policzek.- Co się stało?
- Możemy pogadać?- zapytałem, przygryzając wargę. On tylko uniósł brew, jednak poszedł w stronę kanapy, siadając na swoim dawnym miejscu. Umiejscowiłem się obok niego, przerzucając nogi przez te jego dłuższe oraz się mu uważnie przyglądając. Wyciągnąłem dokument z mojej teczki, kładąc go sobie na kolanach.
 - Brzmisz i wyglądasz tak poważnie, aż się trochę boję.- stwierdził z delikatnym uśmiechem na twarzy, aby załagodzić atmosferę, a ja odwróciłem wzrok, patrząc na plik kartek. Wziąłem głęboki oddech. Musiałem się zachować jak mężczyzna i mu powiedzieć, nie patyczkować się.
 - Właśnie wracam od pewnej dziewczyny.- powiedziałem, a mój mąż zamarł. W jego oczach zebrały się łzy, a twarz zrobiła się blada. Moje serce biło jak oszalałe, a jego pewnie zwolniło. Patrzył na mnie z niedowierzaniem. Nie był pewny, czy mówiłem prawdę.
 - Powiedz, że to była sekretarka, architekt, nowa pracownica, coś służbowego, błagam.- odezwał się zachrypniętym głosem, jednak ja pokręciłem głową. Harry zrzucił moje nogi z siebie i próbował wstać, ale go powstrzymałem. Przez ostatnie lata znowu wróciłem na siłownie, moja dawna forma była wręcz idealna. Mężczyzna popatrzył się na mnie z góry, po czym usiadł z powrotem.
 - To nie było nic służbowego, Harry. Z nią łączą mnie bardzo bliskie relacje.- dodałem, a z ust mojego męża wydobył się krótki jęk. Pierwsze łzy spłynęły po jego policzkach.- Jest... cóż nie będę cię oszukiwał. Jest piękna. Ma długie blond włosy, zielone oczy, uroczy uśmiech. Ma na imię Lucy.
 - Świetnie, Louis. Dobrze, że ty mi o tym powiedziałeś, a nie dowiedziałem się od osób trzecich.- powiedział, zakrywając twarz w dłoniach. Spojrzał się na mnie, pociągając nosem. Serce mi się łamało na ten widok.
 - Harry... Lucy nie może się doczekać, aż ze mną będzie. Ona i jej brat bliźniak Luke. Oboje mają niecałe cztery lata i są moimi dziećmi. Odnaleźliśmy ich i możemy adoptować.- powiedziałem na sam koniec z szerokim uśmiechem na twarzy, pokazując dokumenty leżące na moich kolanach. Loczek zamrugał kilkakrotnie, wyrywając mi kartki z dłoni. Przeczytał to kilka razy, a potem odetchnął z ulgą.
 - Jesteś takim idiotą, Lou. Myślałem, że serce mi pęknie, gdy mówiłeś o jakieś dziewczynie. Nienawidzę cię tak bardzo.- powiedział, przytulając się do mnie. Teraz zacząłem się śmiać, kładąc dłonie na jego karku, przybliżając go jak najbliżej siebie oraz całując namiętnie.
 - Nadal mnie kochasz.
 - Nie mam innego wyjścia. Zbyt wiele przeszliśmy, abym mógł przestać się kochać. W dodatku teraz będziemy rodziną. Louis, Harry, Lucille oraz Lucas.- powiedział, uśmiechając się szeroko. Wiedziałem, że cieszył się równie mocno na to, że będziemy mieć dzieci.- Jak ci się udało je odnaleźć? Po prawie trzech latach szukania?
 - Wróciły do tego domu dziecka, skąd je zabrano. Doktor Fenty załatwiła parę rzeczy, a my dostaliśmy zgodę na adopcję. Będziemy musieli tylko tam jechać parę razy, zanim się wprowadzą, aby się do nas przyzwyczaili. Dzisiaj już je widziałem, mam nawet z nimi zdjęcia.- sięgnąłem po mój telefon, który znajdował się w kieszeni. Wyciągnąłem go, przez chwilę przypatrując się mojej tapecie. Ja i Harry leżeliśmy w pościeli, mój mąż przytulał się do mnie, kiedy ja robiłem zdjęcie. Oczywiście on, jako profesjonalny fotograf, uważał, że zwykły smartphone nie odda uroku zdjęcia. Wszedłem w galerię i od razu pojawiły się dwa ostatnie zdjęcia, które sobie zrobiłem z dzieciakami. Na pierwszym byłem ja oraz Lucy, o której opowiadałem Harry'emu. Dziewczynka bardziej przypominała Eleanor, jednak nie przejmowałem się tym. Nawet jeśli miała jej geny w połowie, to w drugiej połowie miała moje, a wychowana zostanie przeze mnie i Hazzę.
 - Jest prześliczna.- powiedział mój mąż, przyglądając się zdjęciu. Lucille obejmowała mnie, a ja kucałem, aby być równo z jej wzrostem. Szczerzyliśmy się do zdjęcia, a jej różowa sukienka była idealnie widoczna na tle mojego czarnego garnituru. Harry przewinął dalej, a na kolejnym zdjęciu pojawił się Luke, który już trochę bardziej mnie przypominał. Bliźnięta, a tak różne, czy to nie śmieszne? Chłopiec miał błękitne oczy po mnie, dołeczki po El oraz blond włosy jak siostra. Na obrazku siedział mi na kolanach i wystawialiśmy języki.- A to mały przystojniak.
 - Po tatusiu.- powiedziałem, na co Hazz się zaśmiał.- Zaprzeczasz?
 - Nie, skarbie. Oby nie były takie skromne jak ty.- dodał, z lekkim uśmiechem. Na jego twarzy nie było już widać łez.- Opowiedz mi coś o nich, proszę.
 - Wiele nie wiem, widziałem się z nimi raz. Lucy przypomina Eleanor, ma oczy po niej i jej urodę, natomiast Lucas po El odziedziczył jedynie dołeczki. Nie mam pojęcia po kim są blondynami, chyba po Danym, bo mój brat jako jedyny z rodzeństwa ma jasne włosy.- zacząłem mu opowiadać, przytulając się do niego. Byłem tak podekscytowany nowymi możliwościami, nowym startem. Wreszcie poczułem, że nie jestem pusty, że moje życie nabiera kolorów. To chyba było to, czego brakowało mi od tak dawna - dzieci. Cieszyłem się, że będziemy mogli je wychować z Harrym. W końcu w naszym Shelter nie będzie tak pusto.- Na razie mają nazwisko Eleanor, bo zachowali je, gdy je odbierali od niej, ale niedługo będą małymi Tomlinsonami.
 - Już nie mogę się doczekać, aby je poznać.- powiedział, uśmiechając się.- Lucy Tomlinson. Luke Tomlinson. Same na literę "L", no nieźle, będę wyrzutkiem.- zaśmiał się sucho, a ja lekko go szturchnąłem.
 - Będziesz wyjątkiem.- odpowiedziałem.- Słońce, w ogóle chciałem ci złożyć wszystkiego najlepszego z okazji dwudziestych czwartych urodzin. Kocham cię. To tylko część prezentu. We wtorek jedziemy do domu dziecka, a na sobotę umówiłem cię na sesję z Kylie i Kendall Jenner. Wiesz, jakie one są wybredne, a twoimi zdjęciami się zachwycały.
 - O mój Boże, Louis jesteś najlepszy!- powiedział, przewracając mnie na plecy. Zaczął mnie całować po szyi, a ja się uśmiechnąłem. Odsunąłem go na chwilę, patrząc prosto w jego zielone oczy. Były przepiękne, cudowne, idealne. I tylko na mnie patrzył z miłością, tylko w moją stronę było skierowane to spojrzenie, tylko mnie kochał, a ja kochałem tylko jego.
 - Już foch minął?- zaśmiałem się, a on pokręcił z politowaniem głową, łącząc nasze usta.- Ciekawe, czy jak już będziemy w czwórkę, to dzieciaki pozwolą nam całować się tak na kanapie, czy raczej będziemy musieli czekać, aż pójdą spać?
 - Poczekamy, zobaczymy. Na razie nie mogę się doczekać tej sesji oraz poznania twoich dzieci...
 - Naszych dzieci, Harry. Naszych.
~*~
a/n.: Hej kochani! Pierwszy rozdział dość nudny, ale shh, obiecuję, że nie będziecie się nudzili przy "Again". Minęło prawie 2 lata odkąd zaczęłam pisać "Rules", więc się poprawiłam w pisaniu (tak sądzę). Mam nadzieję, że ta część wam się spodoba jeszcze bardziej niż dwie poprzednie. Jeśli coś wam się nie będzie zgadzać, drobne różnice, albo szczegóły, które nie mają wpływu na fabułę - z góry przepraszam.
Wybaczcie, że jeszcze nie ma szablonu - nadal jest robiony!
Kolejny rozdział - za dwa tygodnie na 100%, jak znajdę czas to za tydzień, ale spodziewajcie się ich w weekendy.
Wasza Lucy x

1 komentarz:

  1. Oczywiście od razu się zakochałam, zresztą tak jak w poprzednich częściach. Kocham tę serię. Tyle czekałam, ale mogła bym czekać jeszcze więcej. Twoje historie są tego warte

    OdpowiedzUsuń